Wczoraj nasz rok zrobił sobie Pod Minogą połowinki (tak w ramach zdeprawowanego nieprzestrzegania Wielkiego Postu). Ale było cudownie!

puszczana muzyka się nie podobała, więc dałem jej słuchawki, żeby tańczyła słuchając swojej. Pomysł przypadł do gustu widać nie tylko jej, bo potem dziewczyny wyrywały sobie słuchawki. Jednak cieszy, że nie jestem osamotniony w swoim niskim mniemaniu o muzyce puszczanej w miejscach takich, jak to (chociaż pod koniec, prawda, się poprawiła i potańczyliśmy jeszcze trochę).

Potem odprowadziłem na tramwaj i co tu dużo mówić, zauroczyłem się nią — choć trzeba przyznać, że właśnie w tym celu poszedłem na tę imprezę, więc można powiedzieć, że spełniłem, co sobie zamierzyłem. Aj, jestem szczęśliwy 🙂


A tak swoją drogą doszedłem ostatnio do dwóch ciekawych wniosków:

Po pierwsze najbardziej podobają mi się piosenki, które mają najwyraźniejszy obraz wrażeń synestetycznych, które u mnie wywołują. Np. na tej imprezie wpadła mi w ucho piosenka „Felicita”:

„Felicita” — wizualizacja wqrażeń synestetycznych

…i tak słucham sobie jej w kółko pławiąc się w synestetycznej różowej quasi-kwiatowej fali, pełnej okrągłych blado pomarańczowych wiązek i wirujących wokół gwiazd.

Przy okazji zainstalowałem sobie w telefonie aplikację pozwalającą wyszukiwać muzykę na Wrzucie i pobierać MP3ki na telefon.


Druga rzecz:

Kiedy tańczę, zupełnie inaczej ten taniec czuję gdy tańczę żeby tańczyć (wtedy np. potrafi mi przeszkadzać muzyka), a inaczej, gdy tańczę myśląc o czymś.

Już wcześniej się zastanawiałem nad tym, że może to być jakaś forma myślenia synestetycznego — wykorzystującego reprezentacje w innych modalnościach. W tym przypadku w modalności kinestezji („myślenia tańcem”). Bo i jest coś takiego, że dużo łatwiej ogarniam umysłem abstrakcyjne problemy, kiedy tańczę i mam w tym swobodę ruchów. I miewam wtedy wrażenie, że tańczę nie tylko do muzyki, ale i do problemu, który próbuję sobie wyobrazić. I poruszam sam dla siebie rękoma tak, jakbym chciał w ten sposób zobrazować ten problem, o którym myślę. I jest to reprezentacja właśnie synestetyczna, a nie symboliczna, bo wyraża różne tak złożone zależności, jak np. nałożenie się akcji scenariusza na rozterki głównej bohaterki, przenikające się z symboliczną strukturą logiczną fabuły. Albo rozważania z zakresu logik nieklasycznych, automatycznego dowodzenia twierdzeń itp. (zresztą vide wpis „Synestezja”).

I tak się w związku z tym zastanawiam nad zrobieniem badania porównującego poziom inteligencji mierzonej testami matryc Ravena, lub poziom rozwiązania abstrakcyjnych zadań typu problem komiwojażera, pomiędzy grupą osób które rozwiązują zadania tańcząc, a grupą kontrolną, która rozwiązuje w bezruchu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kognitywistyka, Znów wędrujemy… i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *