Przegrałem…

Przegrałem dzisiaj
ogólnopolski turniej w slamie
odpadają w pierwszej rundzie.

Porażka nie była by gorzka nawet,
gdyby nie to, że statuetkę pierwszego miejsca,
którą lutowałem przez ostatnich dni parę,
wkładając w to sporo serca
dostała feminazistka.

Nikogo nigdy nie obrzezałem nie nie zgwałciłem.
Wysłuchuję tych, którzy mają inne poglądy.
Uważam, że kobiety mają w sobie coś wielkiego.

Ale to było jakbym dostał w twarz,
kiedy ona dostała rzeźbę,
w którą włożyłem cześć duszy,
a ja musiałem (znów) czuć się winny,
że nie urodziłem się kobietą.
Bo tak. Bo do tego klaszczą (?)

Nie potrzeba nam nowych feministek…
Potrzeba nam nowej  Lizy Meitner,
nowej  Ady Lovelace
i nowej  Hypatii.
Nowej Szymborskiej i nowej Estery.
A nie       plującej słów jadem.

Potrzeba nam ludzi, którzy widzą w drugim człowieku

  — człowieka — a nie:  czarnego lub białego
kobietę lub mężczyznę.

Nie chcę nikogo atakować. Po prostu mi smutno. Bardzo smutno.
(i tęsknię za światem, gdzie ludzie byli ludźmi, a nie — feministkami lub patriarchatem)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pisanie, Znów wędrujemy… i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *